niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 32


Nie. Ja po prostu nie wierzę, że siedzę teraz na trybunach stadionu i przyglądam się piątce idiotów zwanych moimi przyjaciółmi. Dobra.. wyglądają seksownie w tych strojach i w ogóle, ale co im przyszło do głowy ? Jak dzieci. Rozumiem, nie darzyli sympatią Jack’a… ja z resztą też nie, ale nie przyszedłby mi do głowy jakiś mecz! Nawet Liam przeszedł na ciemną stronę mocy.
- FAUL ! – krzyknęłyśmy z Emily, kiedy Zayn z impetem wparował na podajże Brian’a.
Chłopcy spojrzeli na mnie morderczym wzrokiem, a Jack uśmiechnął się szeroko do Ems. Wzruszyłam ramionami i oglądałam dalsze zmagania chłopaków z piłką.
- No weź go wykiwaj z prawej strony, ja bym to lepiej zrobiła – powiedziała do siebie obserwując jak Harry próbuje przedrzeć się na połowę przeciwników.
- Co mówiłaś ? – zapytała Ems, kiedy oderwała wzrok od boiska.
- Nic, nic – odpowiedział szybko, a dziewczyna pokiwała głową
- TAK ! – krzyknęła uradowana blondynka, kiedy pod koniec pierwszej połowy Jack strzelił gola Liam’owi. Zrobiłam grymas na twarzy, a chłopaki zrobili się cali czerwoni ze złości. Louis i Jack niebezpiecznie zmierzyli się wzrokiem i gdyby Harry nie stanął między nimi doszłoby do bójki. Po minie Loczka można było wyczytać mniej więcej ‘Spokojnie Lou, nie tutaj… Przyjdzie czas”. Ta ich zawziętość była śmieszna, ale i pełna obaw. W końcu nie widomo, co może im strzelić do łba. Wszyscy zmęczeni usiedli na ławce i chyba zaczęli nawijać o nowej strategii.
- Skąd im się wziął ten pomysł z meczem ? – zapytała się blondynka z grymasem na twarzy.
- Też się głupio pytasz… To w końcu One Direction, oni mają tak 24/7 .. – obydwie się zaśmiałyśmy
 - To jak go poznałaś ? – zagadnęłam, a blondynka z szerokim uśmiechem na ustach zaczęła mi wszystko od początku opowiadać. Niestety gwizdek oznajmiający drugą część ich ‘bitwy’ przerwał nam pogawędkę.
- Niech wygra najlepszy – oznajmił Zayn, ale dobrze widziałam, że ma na myśli mniej więcej ‘Bitch please… rozmieciemy was” . Pokiwałam głową z dezaprobatą. Na szczęście czas dosyć szybko mijał, bo w przeciwnym wypadku chyba byśmy tu zasnęły. Do końca zostało 3 minuty, a wszyscy wyglądali jak dorodne buraki toczące się po trawie. Muszą chyba popracować nad kondycją…
- Brawo! – zaklaskałam uradowana, kiedy piłka, którą kopnął Louis wleciała do bramki. Emily spojrzała na mnie podejrzanie, a ja z szerokim uśmiechem wzruszyłam ramionami. No co ? Skoro już jest ten mecz, to przynajmniej będę kibicować, prawda ? Oczywiste było, że stałam za chłopakami. Co nie znaczy, że popierałam ich szczeniackie zachowanie.
Po ciuchu liczyłam, że drużyna Jack’a przegra, ale gdy tak im się przyglądałam, to z ręką na sercu muszę stwierdzić, że szło im bardzo dobrze. Sędzia, którego swoją drogą nie wiem kto tu ściągnął oznajmił, że została ostatnia minuta. Siedziałam jak na szpilkach czekając na wynik meczu.
- REMIS – wykrzyknął, a chłopacy spojrzeli na niego z mordem w oczach.
- Jak to remis ? – wykrzyknął oburzony Niall
- No właśnie – Jack mu zawtórował
- Cieszcie się, że to koniec, bo poczulibyście gorzki smak przegranej -  Hazza spojrzał na nich z cwaniackim uśmieszkiem. Spojrzałyśmy z Emily na siebie i zrobiłyśmy sobie faceplama.
- A ty rozczochrańcu się nie udzielaj ! – odpyskował stojący obok Tom. Moment… czy on właśnie go obraził ? Jedno jest pewnie… z tego nie będzie nic dobrego.
- Jak go nazwałeś, kmiocie ? – do dyskusji wtrącił się Niall, którego w tym momencie miałam ochotę zabić
- Coś powiedział ? – Brian zmierzył go wzrokiem
- Pogódźcie się z tym, że nie macie z nami szans – Louis podszedł niebezpiecznie blisko Jack’a.
- Chyba śnisz. Cieniasy – dodał i popchnął w tył Pasiastego. I właśnie wtedy się zaczęło… Wszyscy zaczęli się przepychać i bić. Zerwałyśmy się szybko z miejsca i wbiegając z impetem na boisko zaczęłyśmy ich rozdzielać. Wierzcie mi, że rozdzielenie 10 wściekłych i zawziętych chłopaków wcale nie jest takie proste.
- PRZESTAŃCIE –krzyknęłyśmy jak na zawołanie i w końcu przystanęli. Każdy miał jakieś zadrapanie czy siniaka.
- Co wy wyprawiacie ! – krzyknęłam wściekła i widząc jak Niall próbuje się odezwać dodałam – Nie chcę was słuchać. Marsz do szatni po rzeczy i do auta ! Natychmiast – powiedziałam zdenerwowana, a oni spojrzeli na mnie smutnymi oczami i ruszyli do wyjścia. Emily pokręciła tylko z zawiedzeniem głową i odwróciła się do Jack’a. Muszę przyznać, że chłopcy jego drużynie też dołożyli, bo wyglądali marnie…
- Zajmij się Jack’iem, pogadajcie sobie czy coś, a ja zabieram ich do domu. – blondynka przytaknęła lekko. Przytuliłam ją i poszłam na parking. Wszyscy stali z radosnymi minami, jak gdyby nic się nie stało i przybijali piątki.
- Dołożyliśmy im – stwierdzili wszyscy dumnie, ale widząc mój morderczy wzrok spuścili głowy.
- Kluczyki, ja prowadzę – powiedziałam oschle i wsiadłam za kółko.
***
- Zawiodłam się na Was na całej linii – oznajmiłam, kiedy wszyscy siedzieli przede mną na kanapie. W między czasie zadzwoniłam po Danielle i Perrie, aby powiedzieć im, że chłopacy wdali się w bójkę.
- Kogo jak kogo, ale nie podejrzewałabym Ciebie, Liam..- Danielle pokręciła bezradnie głową i owinęła bandażem jego stłuczoną rękę.
- Ja po tobie też nie – Perrie stała nad Zayn’em i przykleiła mu plaster na policzek.
Założyłam ręce na piersi i zaczęłam stukać nogą.
- Ale słyszałyście jak on mnie nazwał ? Jeszcze dodał, że jesteśmy cieniasami – bronił się Harry, który miał trochę rozcięty łuk brwiowy. Podeszłam do Louis’a i przyłożyłam mu do oka lód.
- Masz szczęście, że nie przyłożył Ci mocnej, bo w przeciwnym razie miał byś limo pod okiem. Trzymaj to. – uśmiechnął się do mnie delikatnie i zaraz po tym syknął z bólu. Stanęłam przed Niall’em z mordem w oczach.
- Tylko nie bij – podniósł ręce w geście obronnym i się zaśmiał.
- Nie śmieszne – warknęłam cicho – Jesteście bandą nieodpowiedzialnych dzieciaków – przytknęłam blondynowi wacik z wodą utlenioną do rozciętej wargi, a wykrzywił usta w grymasie..
Na to do domu weszła Emily. Stanęła obok nas i w cztery zastanawiałyśmy się jak ich ukarać.
- W związku z tym, że jesteście nieodpowiedzialni… – zaczęła Perrie
- ...dziecinni… – dodała Danielle
- …oraz nienormalni… – kontynuowała Ems ze sztucznym uśmiechem
- …foch – oznajmiłam, a oni spojrzeli na siebie
- Foch Forever na 5 minut ? – wykrzyknął z bananem na ustach Hazza, za co został spiorunowany wzrokiem.
- Nie.. to będzie dużo dłuższy foch – Emily powiedziała z zadziornym uśmieszkiem
- Nie powiemy wam na ile. Od teraz róbcie sobie, co chcecie, ale do nas się nie odzywajcie. – zakończyła nasz monolog Danielle.
- Ah… jeszcze jedno… jak wrócimy to dom ma lśnić czystością – Dodałam i ruszyłyśmy w stronę przedpokoju. Chłopcy wydali z siebie jęknięcie niezadowolenia. Kara to kara. Chyba zapomniałam im wspomnieć, jaki jest jedyny sposób, aby mogli odkupić swoje winy… No nic, może się domyślą…
***

Wiecie co Wam powiem ? Minęło 5 dni od naszej rozmowy i oni dalej się nie zorientowali, jak sprawić, aby wszystko było ok. Z resztą ich sprawa. Jak im odpowiada nie odzywanie się do nas. Chociaż mogłoby wszystko znów wrócić do normy, bo od tej ciszy można dostać do głowy.
- Dokąd kopytkujesz piękna gazelo? – spojrzałam przez ramię, aby zobaczyć kto ma takie tandetne teksty. Harry Styles we własnej sobie ! Zmierzyłam go wzrokiem od góry do dołu i zarzucając włosami ruszyłam do kuchni.
- O ! Katie ! Chcesz coś do picia ? Kawa ? Herbata ? Może ja ? – Horan uśmiechnął się do mnie zadziornie. Nie powiem… spodobało mi się to, ale jak się nie odzywałam do nich przez kilka dni, to musiałam wytrzymać. No i zapomniałam wam wspomnieć… Chłopcy próbowali udobruchać nas wszystkie takimi tekstami, ale na razie kiepsko im to wychodziło.
Nalewając sobie soku do szklanki ruszyłam na kanapę do salonu, gdzie siedziała reszta dziewczyn. Zaczęłyśmy plotkować i śmiać się w niebogłosy, kiedy przed nami stanęła ‘wspaniała 5’. Spojrzałyśmy na nich wymownie.
- A więc… - zaczął Zayn i spojrzał wymownie na resztę
- A więc… - powtórzył Harry
- A więc… - tym razem wyrwał się Niall.
- Jeszcze raz któryś z was powtórzy ‘a więc’, a przysięgam, że nie ręczę za siebie i walnę kogoś….- Emily się oburzyła. Rozejrzała się po pokoju. – …krzesłem – wymieniła pierwszy przedmiot, na który popatrzyła.
- Ona nie żartuje… - dodałam, wiedząc, że Ems bez problemu mogłaby zrobić komuś krzywdę.
- TAK ! OH TAK ! MÓJ BOŻE… JESTEM W NIEBIE ! O JEZU ! WIĘCEJ ! – Harry zaczął wydawać z siebie dziwne odgłosy, a my spojrzeliśmy na siebie. Z podejrzeniem patrzeliśmy na chłopaków, którzy jak na zawołanie odsunęli się od Loczka, który stał z przymkniętymi oczami.
- Ehkem… Hazza… takie rzeczy załatwiaj na osobności .. – Perrie zwróciła się do niego, a ten spalił buraka
- To nie to co myślicie – powiedział zawstydzony i spuścił głowę – Po prostu ucieszyłem się, że się odezwałyście do nas – dokończył bawiąc się palcami.
- I właśnie dlatego dostałeś …. Z resztą nie ważne.. Do rzeczy – Ems założyła ręce na piersi.
- Nie zniesiemy dłużej tej ciszy – zaczął Liam
- I właśnie dlatego pomyśleliśmy, że powinniśmy.. – dodał Zayn i ciężko westchnął
- Przeprosić Jack’a i jego kumpli. No i was oczywiście .. – zakończył cicho Niall z grymasem na twarzy. Spojrzałyśmy z dziewczynami na siebie, po czym wybuchnęłyśmy śmiechem i przybiłyśmy sobie piątki. Chłopcy stali ze zdezorientowaniem wypisanym na twarzy.
- I nie można tak było od razu ? – wykrzyknęła uradowana Dani i uwiesiła się na szyi Liam’a.
To samo zrobiła Perrie.
- A więc.. przeprosiny przyjęte ? – zapytali z nadzieją, a my pokiwałyśmy głowami.
- Tylko bez żadnych wybryków – zagroziłyśmy, po czym po kolei się przytuliliśmy.
- No więc ..- zaczął Niall przytulając mnie do siebie. Mówiłam już, że mi tego brakowało ? – Co będzie na obiad ? – wykrzyknął uradowany, a wszyscy się zaśmiali
- Nic – powiedziałam radośnie
- Jak to nic ? - wyraźnie posmutniał
- Przecież wczoraj też nic nie było – słusznie zaznaczył Zayn, który tulił się z Emily
- Bo ugotowałyśmy wam na dwa dni – wystawiłyśmy im język
- Dobrze… zapamiętamy to sobie… - fuknął ze śmiechem Harry – Zobaczymy, co zrobicie jak nasze fanki dowiedzą się, że nas głodzicie… Świetnie..- odwrócił głowę i patrzył się na ścianę.
- Czy ty.. Haroldzie Styles’ie właśnie zagroziłeś nam Directionerkami ? – zapytała podejrzliwie Emily i wetknęła mu wskazujący palec w klatkę piersiową. Chwilę potem chwyciła poduszkę i z całej siły walnęła nią Loczka. I tak właśnie rozpętała się bitwa.
***

Ktoś dobijał się do drzwi. Nie ma mnie, nie otwieram, nie chce mi się. Jednak ta osoba nie miała zamiaru odpuścić.  Niechętnie podniosłam się z kanapy i ruszyłam w kierunku drzwi. Złapałam za klamkę i nie patrząc kto za nimi stoi krzyknęłam
- Do cholery ! Kto jest na tyle upierdliwy, żeby zakłócać mi mój spokój ? – spojrzałam na osobę stojąca przede mną i zaniemówiłam… Eleanor ziemniak Calder we własnej osobie !
- No hej Kelsey ! – powiedziała pogodnie
- Jestem Katie, warzywniak jest w przeciwnym kierunku. To pa – uśmiechnęłam się sztucznie i już zamierzałam zamknąć drzwi, kiedy przytrzymała mi je ręką.
- Zabawna jak zawsze – stała jakby nie wzruszona moją aluzją – Ja do Lou
- Nie ma go. A nawet jeśli by był to wątpię, aby chciał Cię widzieć – odparłam oschle i oparłam się o futrynę.
- No cóż.. Nikogo nie obchodzi twoje zdanie – zaczyna się ujawniać jej ‘ciemna’ strona – W każdym razie przekaż mu, że ja muszę wyjechać na dwa tygodnie do pracy. No wiesz… żeby nie tęsknił za mną i się nie martwił – podniosłam do góry jedną brew i zmierzyłam ją wzrokiem.
- Jeszcze coś ? jak nie to narka – trochę chamsko zamknęłam jej drzwi przed nosem, ale.. w końcu nie będę się przejmować jakimś potejtosem. Po jakiś 10 minutach znów zadzwonił ktoś do drzwi.
- Chciałaś coś jeszcze ? – powiedziałam zła. Tym razem moim oczom  ukazała się …Marga ! Tego bym się nie spodziewała
- A to co ? Zlot czarownic dzisiaj ? Sabat czy co ? -  warknęłam poirytowana. Dziewczyna spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, a ja machnęłam ręką – Niall’a nie ma. Nikogo tu nie ma oprócz mnie, więc nie masz czego tu szukać – westchnęłam ciężko.
- Ale ja przyszłam właśnie do Ciebie – odparła spokojnie i położyła rękę na zaokrąglonym brzuchu. Czyli ciąży nie wymyśliła jednak.
- Do mnie ? – odparłam zdziwiona, a po chwili stałam już w przedpokoju wraz z brunetką
- No tak.. Masz dowód, że nie kłamałam – wskazała na brzuch -  Pewnie Niall opowiedział Ci historie, że go oszukałam… Ale mógł powiedzieć bzdury.. Nie masz pewności, że to dziecko nie jest jego – odparła jak gdyby nigdy nic i dalej kontynuowała widząc, że chciałam jej przerwać. – Nie mówię Ci tego złośliwie, przemyślałam wszystko i chciałabym się zaprzyjaźnić. Nie ma sensu się kłócić – zakończyła z uśmiechem na ustach.
- Jak ty sobie to wyobrażasz ? Przychodzisz jak gdyby nic po tych wszystkich akcjach i twierdzisz, że chcesz się zaprzyjaźnić ? Proszę Cię ! I w ogóle nie wierzę Ci. Niall by mnie nie okłamał – rzekłam pewnie patrząc jej prosto w oczy. Jak ona w ogóle śmie przychodzić do czyjegoś domu i wygadywać takie pierdoły ?
- Boisz się – bardziej stwierdziła, niż zapytała. Na to tylko prychnęłam. – Widzę to w twoich oczach. Usta mówią jedno, ale oczy… to w nich kryje się prawda. Boisz się, że to jego dziecko – uśmiechnęła się lekko. Miałam ochotę wziąć ją za szmaty i tak po prostu wyrzucić. Może miała trochę racji, ale ufałam swojemu chłopakowi.
- A ty co ? Wróżbita Maciej ? Skąd ty to możesz wiedzieć ?! – wykrzyknęłam poirytowana tą całą sytuacją – Zachowujesz się jak obłąkana. Powinnaś się leczyć. Psychiatra dwa domy dalej, a teraz wybacz, ale nie mam czasu – wymusiłam uśmiech i otworzyłam jej drzwi. Marga ( to mnie chyba nigdy nie przestanie śmieszyć) żegnając się ze mną wyszła. Byłam tak zła, że najchętniej rozwaliłabym wszystko, co stanęłoby mi na drodze.
***
- Działo się coś ciekawego ? – zapytała Ems rzucając torbę na krzesło.
- Biorąc pod uwagę, że był Elżul to nie… - odparłam, a blondynka się krzywiła – i Margaret..- dodałam pod nosem, ale tego nie usłyszała. W końcu nie będę się przejmować jakąś wariatką.
- Mniejsza o to… O której przyjdzie Jack ? – zapytałam, a twarz dziewczyny jakby pojaśniała. Z szerokim uśmiechem odparła, że o 17. Zaczęłyśmy przygotowywać jakiś obiad śmiejąc się przy tym i rzucając kawałkami jedzenia. Tak zazwyczaj kończył się nasz każdy pobyt w kuchni. Standard. Widziałam jak bardzo zależało jej, aby wszystko wypadło ok.
Powinnam się cieszyć ze szczęścia przyjaciółki, prawda ? Prawda ? Odpowie mi ktoś w końcu ?!Prawda.’  Halo, ktoś tu jest ? Domyśl się. Boże, to ty ? ‘Ogarnij się, to ja.’ Czyli kto ? Z kim mam przyjemność ? ‘Królowa Jadwiga… Jak Ci powiem, że Stefan, to będzie Ci łatwiej ? Może..czego chcesz ? Chciałaś odpowiedzi na pytanie, więc odpowiedziałem.’ Ale Ciebie nie pytałam, nie jesteś wiarygodny. ‘Jestem twoim sumieniem !Mhm..akurat.. Powinnaś się cieszyć, że się układa.’ Uspokój się!
- Wszystko z Tobą ok ? – Emily spojrzała na mnie przenikliwym spojrzeniem i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wypowiedziałam to na głos.
- Świetnie, cudownie, genialnie ! Nigdy lepiej nie było ! – odpowiedziałam entuzjastycznie, a ta spojrzała na mnie jak na idiotkę. Boże… zaczęłam gadać sama ze sobą.. Nie dobrze..Bardzo nie dobrze.
- Ja skoczę tylko do sklepu po jakieś ciastka, bo zapomniałam. – szybko narzuciła na siebie kurtkę i zaczęła ubierać buty.
- Moment ! A Jack ? Nie zostawiaj mnie z nim samej.. O czym ja mam z nim gadać. Nie rób mi tego – paplałam jak najęta, a Ems się zaśmiała.
- Dasz radę. Tylko nie pobij go, tak jak ja pobiłam Mike’a – poklepała mnie po ramieniu i złapała za klamkę.
- A więc jednak to byłaś ty ! Wiedziałam ! – klasnęłam w dłonie poekscytowana
- Od początku wiedziałam, że to świr . Zaraz wracam. – cmoknęła ustami i wyszła. Zaczęłam nerwowo chodzić nie wiedząc, co zrobić jak by przyszedł Jack. Na moje nieszczęście zjawił się bardzo szybko i ani się obejrzałam, a siedziałam z nim w salonie.
- Nie przepadasz za mną. Postaram się zmienić twoje zdanie – powiedział prawie szeptem. Nie mógł głośniej ? Co ja, nietoperz ?
- Wątpię – szepnęłam do siebie i modliłam się, aby Em wróciła ze sklepu, a chłopcy ze studia. Nie wiem czy to przez to, że zerkałam co 5 sekund na zegarek, czy nie, ale wskazówki przesunęły się zaledwie o 3 minuty. Słuchałam jak mówi mi o jakimś motorze, który w przyszłości chciał by kupić i miałam ochotę stąd wyjść. Co mnie to interesuje ? Niech sobie kupi nawet hulajnogę byle by mi nie przynudzał. W końcu usłyszałam upragnione przekręcanie klucza w drzwiach i niczym huragan zerwałam się z siedzenia.
- Gdzie wy byliście tak długo ? – wykrzyknęłam uradowana i rzuciłam się na swojego chłopaka, który prawie stracił równowagę.
- Spotkałam ich przed domem – oznajmiła blondynka odkładając zakupy na półkę. Przywitała się z Jackiem całusem w policzek, na co Louis zacisnął ręce w pięści.
- Spokojnie – Zayn położył mu rękę na ramieniu.
- Emily ? – zagadnęłam podchodząc do niej. Dziewczyna przypatrywała mi się z uśmiechem – Dobrze Ci się z nim rozmawia ? Nie zanudza Cię ? – widocznie zdzwoniona moimi pytaniami pokręciła głową na tak. Uff.. przynajmniej Jack przy niej jest bardziej interesujący. Cieszę się razem z nią. Nie było jej łatwo przez ostatni czas i jestem szczęśliwa, że znalazła sobie kogoś.
***
Chłopcy tak jak obiecali przeprosili Jack’a, który także okazał skruchę. Wieczór przebiegał dosyć przyjemnie. No prawie… Nie licząc dwóch horrorów pod rząd po których miałam jakieś paranoje. Nienawidzę oglądać takie czegoś, a niestety byłam zmuszona. Ems z Jackiem poszli się jeszcze przejść.
- Louis.. była Eleanor dzisiaj – oznajmiłam chłopakowi, a ten zrobił grymas. Przekazałam mu wiadomość od brunetki, a ten nawet się tym nie zainteresował.
- Błagam Cię, powiedz mi tylko, że do niej nie wrócisz – jęknęłam
- Do niej ? Nie, dziękuję… ale przecież nie będę sam do końca życia, skoro Emily wybrała… JEGO – ostatni wyraz niemalże wysyczał.
- I co ? Poddasz się ? Nie zawalisz o nią ? Gdzie twoje motto ‘Never Say Never’ ? Zawsze powtarzasz ‘Believe’, a sam teraz nie wierzysz, że może Ci się udać ? – zapytałam wpatrując się w niego przenikliwym wzrokiem.
- Nie poddam się tak łatwo, okey ? I Kate… to nie moje motto. – odchrząknął znacząco, a ja zmarszczyłam brwi
- Nie ? A czyje ? Zayn’a ?
- Nie, Justina ? – te horrory musiały mi porządnie wyprać mózg, skoro plotłam takie głupoty. Ja, fanka zapomniałam kto to powiedział. Walnęłam się z otwartej w twarz.
- Jak zwał, tak zwał . Nie wykręcaj się kota ogonem. Tym razem ci się nie uda. – machnęłam mu palcem przed nosem. Ten pokręcił głową z dezaprobatą – Dobra… nie słuchaj mnie, plotę po trzy po trzy. – pomachałam mu na dobranoc i ruszyłam do pokoju. Niall już leżał w łóżku i przeglądał wiadomości na telefonie. Położyłam się obok niego, co było wyzwaniem, bo te łóżko było naprawdę małe…
- Dobranoc – szepnął całując mnie w czoło i gasząc światło. Wtuliłam się w niego, ale za cholerę nie potrafiłam zasnąć. Minęło może z 10 minut, a ja dalej leżałam jak kołek.
- Niall..- szturchnęłam go lekko w bok. Ten mruknął coś pod nosem – No weź nie zasypiaj! Ja tutaj nie mogę spać! – pisnęłam cicho, a ten powoli otworzył oczy
- Jest 2 w nocy… Daj pospać .. –odpowiedział ziewając
- Nie rób mi tego. Ja się boję no …– przyznałam to w końcu, a ten zmierzył mnie wzrokiem.
- Masz zakaz oglądania horrorów do odwołania – cicho się zaśmiał – A teraz po prostu spróbuj zasnąć – pogładził mnie po policzku
- Tak po prostu ? A co jak coś wyskoczy z szafy ? – nerwowo rozejrzałam się po pokoju.
- Jak coś Cię zaatakuje to mnie obudź – odrzekł wtulając się w poduszkę
- Ty to potrafisz pocieszyć człowieka – powiedziałam kąśliwie. Mogłabym przysiąc, że wywrócił oczami. Przygarnął mnie do siebie i zaczął bawić się moimi włosami, abym się uspokoiła. Wtulając się w niego po chwili zaczęłam odpływać.
- Katie.. rozbudziłaś mnie. Teraz ty nie zasypiaj – wyszeptał mi do ucha i oplótł rękami w pasie.
- Mhm… - tylko tyle zdążyłam powiedzieć zanim całkowicie odpłynęłam.

                                                                        ***

Od autorki: No hejka! ♥ Jak leci ? My jutro wracamy po feriach do szkoły...Not cool ;D Jesteśmy ogromnie szczęśliwe, że blog niedługo osiągnie 20,000 wejść *-* Dziękujemy, to dzięki wam <33 Dziś dwa krótkie pytanka... Podobał się rozdział ? (pisałam go po nocy, więc wybaczcie xx) no i... Marga horyzoncie, więc...Myślicie, że naprawdę chce się zaprzyjaźnić ? :D Sooo... to tyle na dziś... 
li
mit = 20 komentarze ;)
Love you guys <3 ~ Maddix

21 komentarzy:

  1. mistrzostwo <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ponownie zastanawiam się skąd dziewczyno bierzesz te pomysły! Rozdział jest jak zawsze cudowny. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wgl jakie głupie pytanie, jak mógłby się nie podobać, ja się pytam :o
    uwieeeeeelbiam to opowiadanie, i nawet jak miało wiele wątków to nie ciągnie się jak tasiemiec ;o macie talent :3

    OdpowiedzUsuń
  4. *o*... EEj denerwuje mnie ten cały Jack..-.-' Em, ma być z Lou i koniec! xD Rozdział... GENIALNY, BOSKI, NIESAMOWITY, NIE-DO-O-PI-SA-NIA! <3 Ty to nawet jakbyś pisała z zamkniętymi oczami to wyszłoby Ci super ! OOO Marga.. faajnie, no ja mam nadzieje, że znowu nie rozpierdzieli związku.. Eh, wątpię, że chce się zaprzyjaźnić, no ale Wy jak Wy.. nie wiadomo co wam do tych główek wlezie ;D A końcowa scena z Niall'em : awwwwww <333 Taka słodka..*_* Dziękuję ;* Love You <3
    Daria xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak pomyśle, że jutro szkoła to coś mnie skręca w środku O.o
    1) Tak podobał mi się rozdział. "wszyscy wyglądali jak dorodne buraki toczące się po trawie" jaebłam *_*
    2) Ta cała Marga xd Jest jakaś nie normalna, psychiczna po prostu !! Co ona sobie wyobraża, jakieś BFF. Ona na pewno coś knuje. Jak taki plastik w ogóle może prawić jej morały ?
    Kurde, ci chłopcy to całkiem jak dzieci, ja się od razu zorientowałam, że trzeba ich przeprosić :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetneee!! Leże i wstać nie mogę ! :D Ja też już po feriach, jutro do szkoły.:C
    Rozdział .. no cóż. Jak zwykle świetnie .;)
    A co do Margi ( dalej pizgam xD) to nie byłabym co do niej taka przekonana.. Ona chce się "zaprzyjaźnić" żeby znowu rozwalić ich związek i przekonać Nialera do tego, ze to jego dziecko a tak naprawdę jakiegoś w chuj biedaka a ona chce tylko od niego kasę na to dziecko! Niech sobie idzie w chuj daleko! Ona tu nie jest potrzebna! a ten Jack też niech wypierdala ! (przepraszam za moje słownictwo, ale emocje..:D). On tu nie jest nikomu potrzebny! Niech teraz Katie zrobi z nim to samo, co Emily z tym Mikiem. I niech w końcu Ems będzie z Lou! Przecież oni tak do siebie pasują *.* To jest dwójka pojebanych dzieciaków.. Przecież oni są jak dwie krople wody . ONI.MUSZĄ.BYĆ.RAZEM.! Tak, to była groźba.♥
    Więc to chyba wszystko. Ajć, trochę się rozpisałam. No nic.:)
    Zapraszam do siebie! :) http://sky-and-lou-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny rozdział :) nieeee... Marga na pewno coś knuje ;d Tak jak prawie wszyscy nie jestem w team Jacka, ale trudno się mówi. Czekam na następne rozdziały xxx

    OdpowiedzUsuń
  8. świetny rozdział. Niech Ems będzie z Lou. Ale niech Lou jednak o nią trochę powalczy, żeby było ciekawo. A Marga na pewno coś kombinuje. Inaczej by się nie pojawiała. A Jack niech spada. ;>
    Czekam na kolejne rozdziały. :D

    Zapraszam do mnie: http://theway-i-feel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. jak dla mnie to troche slabyszy niż reszta :, jestem szczera no, przepraszam :) jak dla mnie z amało sie dzieje, Lou nic nie robi w tej chwili... nie wiem, być może i chce przyjaźni xd

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie by było gdyby Lou powalczył trochę o Ems. Super rozdział. Naprawdę! Margaret nie może być przyjaciółką. Jakieś jaja chyba se robisz?! Czekam na następny!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Co jak co... ale tego Jack to ja nie lubię i nigdy nie polubię. Ona ma być z Lou i koniec kropka :D
    Ogólnie to chciałbym Cię zaprosić na mojego nowego bloga na którym pojawił się prolog :)
    Zapraszam:
    http://let-them-criticize.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam tego bloga . Pisz dalej , bo umrę . X D

    OdpowiedzUsuń
  13. jhaahahahahaha marga zaprzyjaznić hahahaha jebłam
    rozdział super czekam na nstępny :3

    OdpowiedzUsuń
  14. umarłam piękne

    OdpowiedzUsuń
  15. Kocham tego bloga . ♥
    Ten rozdział jest cudowny . *___*
    Czekam na następny . ; 3

    OdpowiedzUsuń
  16. ehhhh ems jest normalnie moją ulubiennićą,ALE ONA MUSI BYC Z LOUISEMM!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. czemu louis o nią nie walczy!! ehhhh, mądra kate ^^^

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudowny blog...zawsze jak dodasz nowy rozdział siadamy ze znajomymi i robimy grupowe czytanie. ;) Nie moge sie doczekać następnego. ;D Dodaj jak najszybciej możesz. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. fajny rozdzialik. oby louisa walczył o ems

    OdpowiedzUsuń
  20. <3 strasznie mi się podba , miałam zgon jak to czytałam po prostu biskie,piękne,jedwabiste,zacne :*::* kocham cię

    OdpowiedzUsuń
  21. Zajebiste . ; D
    Zapraszam do mnie . ; ]
    http://1d-w-naszych-sercach-na-zawsze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń